Do Maroka jeżdżę w zimie – ot tak po prostu,  żeby odpocząć.  Kiedy z końcem października lub początkiem listopada wracam do Polski wyj…ny jak koń po westernie, potrzebuje chwili aktywnego oddechu. No to hyc do Maroka…To nie są trudne wyprawy – nie ryzykujemy życia na stromych skalistych ścieżkach, nie ciągniemy za sobą jucznych koni i bagażu odliczonego co do grama, nie pakujemy sami całego sprzętu i nie rozbijamy obozu. A wręcz przeciwnie – jest ekipa, która nas rozpieszcza – wozi bagaże i sprzęt, rozstawia namioty, robi herbatę i kawę, przygotowuje wspaniałe marokańskie dania rano, w południe i wieczorem… Trochę wczasy, ale czyż odrobina luksusu nie jest czymś dobrym? Po całym trudnym i wyczerpującym sezonie?…
Jeśli dodamy do tego słońce i ciepło (w czasie, kiedy u nas w Polsce jest chmurno, ponuro, zimno i w ogóle depresyjny syf…
Tak można czekać na wiosnę – w Maroku 🙂

 

a razie nie ma ustalonego terminu, czekam aż administracja Królestwa Maroka przestanie bawić się w kotka i myszkę i w końcu otworzy kraj bez zamykania lotów z dnia na dzień

generalnie – pojadę tam pewnie jesienią i zimą i wiosną 2021/22…

Szczegóły i rezerwacje już na stronie biura Eko-tourist. Jeśli macie pytania – piszcie lub dzwońcie do mnie.

Zapraszam na dynamiczny relaks do Maroka… 😉