DSC_0834

Prosto z dojrzewalni pomysłów – lato 2017, Gruzja…

Lubię planować swoje wyjazdy – zastanawiać się, rozważać, wybierać itd. Nie lubię się przy tym spieszyć – jak mnie ktoś ciśnie, od razu odechciewa mi się myśleć, robię „po łebkach” – żeby mieć spokój, żeby się w końcu odczepili i tak dalej… A nie daj Bóg ktoś mnie ciśnie z zegarkiem w ręku, każe rozpisać dokładnie plan, że kiedy śniadanie, a kiedy obiad, a kiedy zajęcia w podgrupach, kiedy zwiedzanie i jaka będzie trasa w Tbilisi – wtedy tracę serce do tej roboty i żałuję, że się w ogóle za to zabierałem.

Continue reading » Prosto z dojrzewalni pomysłów – lato 2017, Gruzja…

pamietnik-kalinowski

„Шы” znaczy brat… i koń… – czyli kilka słów o koniach kaukaskich (cz.2) – i nie tylko…

Książki ukształtowały moją osobowość – to one są winne temu, że nie mogę usiedzieć w miejscu. Dawniej każdą chwilę wykorzystywałem na lekturę – rano, wieczorem, przy jedzeniu, w szkole (nawet w czasie lekcji), w autobusie, idąc chodnikiem itd … Bardzo lubiłem czytać pamiętniki, szczególnie podróżników i żołnierzy. Nie tylko dlatego, że są źródłami subiektywnych informacji o czasach w których powstawały. Przede wszystkim uwielbiam te drobne niuanse w opisach, didaskalia, dygresje, drobiazgi. Po kilku zdaniach już można się domyślać kim był autor, czym się interesował, z jakiej perspektywy spoglądał na świat.
Czytając pamiętniki zwracam szczególną uwagę na opisy dotyczące ludzi, kultury i (oczywiście) koni. Zainteresowanie rasą kabardyńską odkryło przede mną nowe źródła – pamiętniki z czasów wojen kaukaskich. Jeden z nich chciałbym Wam przedstawić na początek – bardzo szczególny, osobisty, wręcz intymny…

Continue reading » „Шы” znaczy brat… i koń… – czyli kilka słów o koniach kaukaskich (cz.2) – i nie tylko…

d24

McClellan – czyli ile godzin wysiedzieć można na kawałku drewna…

Czyścimy konie przed rajdem, za chwilę będziemy siodłać. Rutyna, dzień jak co dzień. Sprawdzam sierść Nalczika, czy dobrze wyczyszczony, czy nie ma sklejek, jakiejś słomki czy grudki błota pod siodłem albo popręgiem. Wrzucam na grzbiet wełniany koc, układam, wygładzam. Przynoszę siodło… Jeśli ktoś u mnie nigdy jeszcze nie jeździł, zazwyczaj wtedy zadaje to pytanie, wypowiadane z nutą niedowierzania:
– co TO jest?
Wyjaśniam:
– TO jest kulbaka kawalerii Stanów Zjednoczonych, oryginalny McClellan model 1904.  

Continue reading » McClellan – czyli ile godzin wysiedzieć można na kawałku drewna…

dsc_0655

„Шы” znaczy brat… i koń… – czyli kilka słów o koniach kaukaskich (cz.1)

Wiele słów wypowiedziano na temat kaukaskich koni, w  internecie można znaleźć sporo sprzecznych opinii. Z jednej strony – konie idealne, bez skazy, bez wad – superhero końskiego świata. Z drugiej zaś fala hejtu – szalone, nie do zatrzymania, nieposłuszne, brzydkie (wady postawy), prymitywne itd. Nawet nie próbuję wbić się w dyskusję, wiele z tych opinii wypowiadanych jest po jednym kontakcie z tymi końmi lub dotyczy tylko jednego egzemplarza, więc trudno mówić o kwestiach racji (lub braku)… Postaram się tutaj opisać troszkę moich prywatnych przemyśleń w oparciu o lekturę źródeł historycznych, obserwacje i opinie hodowców z Kaukazu, a przede wszystkim własne doświadczenia z końmi kabardyńskimi,  gruzińskimi i azerbejdzańskimi.

Continue reading » „Шы” znaczy brat… i koń… – czyli kilka słów o koniach kaukaskich (cz.1)

dsc_0520

Kaukaskie siodła

Najczęściej zadawane pytania przed rajdem to: ” A na czym będziemy jeździć?…”, „Jakich siodeł używają na Kaukazie?…”, „A ile godzin będziemy jeździć, bo wie Pan…. nie wiem czy wytrzymam cały dzień w siodle?…” itp. Generalnie chodzi o to, czy obetrze nam się dupsko, czy nie. W kilku słowach opiszę siodła używane ogólnie w tej części świata.

Continue reading » Kaukaskie siodła

dsc_0278

Jesienne Waszlowani

Lubię jesień. Chociaż…, jak się zastanowić, to nie do końca, bo czasem mnie denerwuje. Trudno mi się pogodzić z odejściem lata – słońca, ciepła i długiego dnia. Brakuje mi spania pod chmurką, swobody, nocnych ognisk i luzu.  Wkurza mnie, że dzień jest coraz krótszy, że wieje chłodem i wilgocią jak z rodzinnej krypty, jest ponuro i pewnie znowu tej zimy, kurde, nie będzie śniegu. Brodzenie w kaloszach po kałużach błota zdecydowanie nie jest moim sportem. Czyszczenie koni z ziemnej mazi – też nie. No więc co mi się w tej jesieni podoba, co rekompensuje te wszystkie niedogodności, dlaczego w pierwszym odruchu napisałem „lubię jesień”? Przede wszystkim światło – miękkie, plastyczne, ciepłe. Kolory – pełna paleta czerwieni, sepii, żółci, brązów i zgniłych zieleni. Można się napawać widokiem, chłonąć okiem, spokojnie kontemplować  – po prostu jesienią świat wygląda inaczej…

Continue reading » Jesienne Waszlowani

dsc_0908

Prezentacje projektu „Cztery Pory Roku w Siodle”

Jesień rozgościła się w Polsce na dobre – deszcz, mgły, chłód i krótki dzień – masakra. Nienawidzę tej pory roku – listopad i grudzień to miesiące, które najchętniej przespałbym jak niedźwiedź. Ale nie mogę, bo muszę pracować – przygotowywać się do nowego sezonu. Moja praca nie polega (niestety) tylko na wożeniu dupska w siodle – oprócz pracy z końmi z ziemi, pielęgnacji zwierzaków, naprawiania sprzętu itp muszę jeszcze zaplanować cały następny rok, a następnie wypromować poszczególne wyprawy, znaleźć chętnych i w ogóle przerąbane jak w ruskim czołgu. To jest ogrom czarnej roboty której nie lubię – ale cóż, ktoś to musi robić. Do całości prac muszę jeszcze dodać ewentualne planowanie nowych kierunków (co jest fajne, bo dostarcza wielu emocji, niestety nie dostarcza środków do życia…).

Continue reading » Prezentacje projektu „Cztery Pory Roku w Siodle”

dsc_0568

Bezdomne konie …

Moje konie nie mają domu. To znaczy, nie maja stajni – mieszkają przez cały rok, całą dobę na polu, na otwartej przestrzeni, nie-wiem-nawet-ilu hektarach falistej łąki, ze stawem, źródełkiem, drzewami i sosnowym młodnikiem. Czy pada deszcz, czy świeci słońce, czy mróz, czy upał – cały czas, na okrągło. Nie mają automatycznych poideł, zabawek, karuzeli w której mogłyby sobie codziennie pobiegać, derek z różnych kolekcji na różną pogodę, owijaczy pod kolor czapraka.  Co więcej, nie karmię ich granulatami, nie kupuję „smaczków”, nie strzygę sierści, nie kąpię w szamponach, nie ozdabiam kopyt diamencikami – można by powiedzieć, że nie dbam o nie w ogóle…

Continue reading » Bezdomne konie …

zelazna

Konno Żelazną Drogą – cz 2

Jak to zwykle bywa, na jednym szalonym pomyśle zazwyczaj się nie kończy…  Z szaleństwem (w tym pozytywnym znaczeniu) jest tak, że wciąga, że działa jak narkotyk, że trudno już bez tego normalnie funkcjonować. Pomysł rodzi pomysł, po nim nadchodzi inny (zazwyczaj jeszcze bardziej zakręcony…) i tak dalej – trudno wyjść z tego korkociągu. Jak po czymś takim wrócić do rzeczywistości? Jak pójść na wywiadówkę do szkoły albo na zebranie Wspólnoty Mieszkaniowej i nie tarzać się ze śmiechu gdy ludzie trzy godziny gadają o czymś, co można załatwić w kilku zdaniach? Ale do rzeczy, bo zaczynam za bardzo filozofować. Teraz będzie o odkrywaniu nowych ścieżek – na spokojnie, na luzie…
Jesienią 2015 zrobiliśmy trasę z Shatili do Jokolo w Wąwozie Pankisi (szczegóły w poprzednim wpisie) – obiecałem sobie kiedyś tam jeszcze wrócić. I jakoś tak wyszło, że owo „kiedyś” wydarzyło się w kolejnym sezonie, w sierpniu 2016 roku – w dodatku dwa razy. I jak Bóg da, będę wracał tam jak najczęściej.

Continue reading » Konno Żelazną Drogą – cz 2

dsc_1011

Konno „ŻELAZNĄ DROGĄ” – przez Patara Borbalo do Wąwozu Pankisi – cz 1

„Niniejszy tekst jest odpowiedzią na pytanie zadane rok temu przez nieznanego człowieka po mojej prezentacji w czasie Dni Kultury Gruzińskiej w Krakowie. Pytanie brzmiało: „Czy jest możliwe przejście główną granią Kaukazu z Chewsuretii do Tuszetii przez przełęcz pod  górą Patara Borbalo?”. Nie znałem odpowiedzi, ponieważ nie spotkałem nikogo kto przeszedłby tą trasę a sam nie miałem czasu żeby się tam wybrać. Obiecałem, że jeśli kiedyś się dowiem dam znać, niestety w pośpiechu nie wymieniliśmy się namiarami i nie mogę wywiązać się z danego słowa. Pomyślałem zatem, że warto opisać moją wędrówkę – jeśli czytasz Gazetę Górską znajdziesz kiedyś ten tekst i będziesz wiedział jak iść. A naprawdę warto…

Continue reading » Konno „ŻELAZNĄ DROGĄ” – przez Patara Borbalo do Wąwozu Pankisi – cz 1